Zakładki:
blog.protestanci.org - Blog multimedialny dla wierzących i poszukujących
niedziela, 01 lutego 2015

Zapraszam wszystkich na bloga "Współczesny chrześcijanin":

 

http://wspolczesnychrzescijanin.blogspot.com/

 

który stanie się kontynuacją obecnego. Mam nadzieję, że nowy blog przypadnie wam do gustu.

 

22:48, sunrise2000
Link
poniedziałek, 22 grudnia 2014

W 2014 r. odbył się w Warszawie na stadionie Pepsi Arena organizowany z rozmachem tzw. Festiwal Nadziei. W zamyśle organizatorów miało to być wielkie przedsięwzięcie ewangelizacyjne z udziałem znanego na całym świecie pastora Grahama oraz gwiazd muzyki rozrywkowej o charakterze religijnym, np. Natalii Niemen. Wydarzenie miało zwabić tysiące Polaków i przyczynić się do ożywienia religijnego w coraz bardziej achrześcijańskiej Polsce. Do całej akcji przyłączyli się nawet katoliccy biskupi i liczne związki wyznaniowe z kręgów protestanckich.

Festiwal nie odmienił duchowego krajobrazu Polski, wywołał za to kontrowersje i przyczynił się do zniechęcenia wielu pobożnych chrześcijan. Skoro już kurz opadł i negatywne emocje zelżały, chciałbym zwrócić uwagę braciom i siostrom na następujące sprawy w kontekście wydarzeń związanych z samym Festiwalem, przygotowaniami do niego i jego pokłosiem:

Bóg może posłużyć się każdym

Jest prawdą, że Bóg jest suwerenny w swoich działaniach i może posłużyć się każdym wedle swojego uznania. Może się posłużyć heretykiem lub obłudnikiem. Może się posłużyć nawet niewierzącym. W Piśmie Świętym widzimy wiele takich przypadków. Festiwal Nadziei, choć zarówno w treści jak i formie nie został oparty na solidnych podstawach biblijnych, mógł przyczynić się do nawrócenia niektórych jego uczestników. Co do tego nie ma wątpliwości.

Powinniśmy być wierni Bożym zasadom

Fakt, że Bóg może działać w każdych okolicznościach i może się posługiwać nawet niewierzącymi, nie zwalnia nas z obowiązku przestrzegania zasad ustanowionych przez Niego. W każdej sytuacji, w każdym przejawie aktywności tak zboru jak i pojedynczych chrześcijan, winniśmy się kierować Bożymi zasadami wyrażonymi w Piśmie. Chrześcijan nie obowiązuje zasada, która przyświeca specjalistom od marketingu, że oto jest dobre to, co działa i przynosi skutek. W chrześcijaństwie jest dobre wyłącznie to, co jest zgodne z wolą Bożą.

Celem Kościoła nie jest maksymalny wzrost liczebny

Celem nadrzędnym istnienia i funkcjonowania Kościoła nie jest maksymalny wzrost liczebny jego członków. Celem głównym jest uwielbienie Boga, które dokonuje się również poprzez nawrócenie się grzesznika z grzechów. Kościół więc powinien być skupiony nie na "działactwie" i przyciąganiu ludzi w swoje szeregi za wszelką cenę, ale na uwielbieniu Boga poprzez posłuszeństwo Jego przykazaniom.

Uczestnictwo w tzw. ruchu ekumenicznym jest złamaniem Bożych zasad

Bóg pragnie, aby wszyscy chrześcijanie stanowili jedno. Prawdziwy chrześcijanin dba o jedność tak w zborze jak i w całym Kościele powszechnym. Jedność, o którą chodzi Bogu, to jednak nie atmosfera herbaciano-kawiarniana połączona z bezkrytycznym mizdrzeniem się do siebie skrajnych opcji teologicznych. Jedność w biblijnym tego słowa znaczeniu zasadza się na wspólnym fundamencie nauki apostolskiej, którą zobowiązani jesteśmy przyjąć i bez szwanku przekazać kolejnym pokoleniom. I dlatego ruch ekumeniczny, który jest próbą budowania dobrej atmosfery i jedności organizacyjnej w sprzeczności z Bożymi zasadami i w oderwaniu od jedności apostolskiego depozytu wiary, jest w istocie karykaturą jedności. Nie ulega wątpliwości, że osoby dążące do jedności różnych związków wyznaniowych w sposób niezgodny z Pismem Świętym, podejmują poważne ryzyko duchowe.

Napomnienie jest wyrazem miłości i poświecenia względem bliźniego

Ważną instytucją życia chrześcijańskiego jest napomnienie i zachęta do właściwego życia. Postępowanie takie, które odrzuca obojętność na cudzy grzech i problemy duchowe, jest wyrazem miłości. Obok modlitwy i postu, napomnienie jest podstawowym sposobem, aby przyprowadzić grzesznika do stanu pełnej jedności z Bogiem.

Brak reakcji na cudzy grzech bądź herezję jest wyrazem nienawiści wobec grzesznika. Jeśli wiemy, że nasz brat w wierze grzeszy lub wierzy w niebiblijną naukę, mamy obowiązek zwrócić mu na to uwagę słowami łagodnymi i uprzejmymi, zachowując jednak pewną dozę powagi i stanowczości. Organizowanie wspólnych przedsięwzięć ewangelizacyjnych z osobami, które trwają w grzechu, na przykład poprzez nadawanie sobie tytułów, które nie przystoją słudze Bożemu, lub wyznają herezję, na przykład dogmat o nieomylności papieża rzymskiego, lub praktykują niewłaściwy typ pobożności, ucząc, że tylko niektórzy chrześcijanie są ochrzczeni w Duchu Świętym, jest wyrazem poparcia dla tych grzechów i herezji. Apostoł Jan, zwany powszechnie apostołem miłości, nakazuje nam, by w takich przypadkach wyraźnie odciąć się od poglądów głoszonych przez grzeszników oraz jego uczynków:

(9) Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. (10) Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. (11) Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach. (2 Jana)

Głoszenie Ewangelii winno być zgodne z biblijnym wzorcem zarówno w treści jak i formie

Nie każde mówienie o sprawach religii jest głoszeniem Ewangelii. Ewangelia jest bowiem dobrą wiadomością dla przestępców, że nie muszą oni odbyć swojej kary, ponieważ ktoś inny poniósł ją dobrowolnie za nich. Jakikolwiek przekaz religijny pozbawiony informacji o:

- historycznych wydarzeniach odnoszących się do historycznej postaci Pana Jezusa Chrystusa, jego męczeńskiej śmierci oraz cudownym powstaniu z martwych

- grzeszności natury ludzkiej, powszechnej deprawacji człowieka i zasłużonej wiecznej karze piekła dla każdego grzesznika

- konieczności opamiętania się, porzucenia grzechów, ufnej wiary w Chrystusa oraz Chrystusowi, przyjęcia chrztu w wodzie po uwierzeniu

- całkowitej wystarczalności ofiary Chrystusa i jednoczesnej marności naszych dobrych uczynków, zmagań oraz religijnych obrzędów

Ewangelią w istocie nie jest. Przekaz ten, pozbawiony jądra Ewangelii, może się przyczynić do rozbudzenia uczuć oraz sentymentów religijnych, ale nie jest w stanie przemienić człowieka, zrodzić go na nowo w sensie biblijnym i przenieść z grona osób potępionych do grona świętych.

Podobnie forma głoszenia Dobrej Nowiny powinna być zgodna z apostolskim wzorcem. Nie może głoszenie Ewangelii opierać się na błyskotliwej retoryce, efektach świetlnych i dźwiękowych, tańcu i muzyce komponowanej na wzór współczesnej muzyki rozrywkowej. Głoszenie Ewangelii nie jest festynem czy festiwalem, lecz konfrontacją grzesznika z Jego marnym życiem poprzez prosty przekaz płynący z ust ludzi przemienionych przez Ducha Świętego i dysponujących Jego mocą. Dlatego Apostoł Paweł szczycił się:

(4) a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, (5) aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. (I Koryntian 2, 4-5)

Zapominają o tym wszyscy, którzy próbują zjednać sobie sympatię grzeszników światowymi rozrywkami, atrakcyjną retoryką oraz muzyką.

Ponieważ biblijne zasady, które wyłuszczyłem powyżej zostały złamane, Festiwal Nadziei nie tylko nie przyczynił się do jawnego przełomu duchowego, ale wzbudził liczne kontrowersje, wywołał zniechęcenie wielu braci i sióstr, a nawet doprowadził do podziałów w łonie zborów ewangelicznych i niechęci środowisk popierających ideę festiwalu do jej przeciwników i vice versa. W związku z tym głos zabrał jeden organizatorów festiwalu - przewodniczący Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów, prezb. dr Mateusz Wichary. Pisze on:

"Zacznę od sprawy podstawowej. Wiele osób pytało (i pyta), dlaczego zaangażowałem się w Festiwal Nadziei.
Odpowiadam: bo wierzyłem i – po samym wydarzeniu dalej wierzę, i to nawet mocniej – że to wydarzenie przyniosło błogosławieństwo dla Królestwa Bożego, bowiem
(i) wiele osób usłyszało ewangelię,
(ii) wzmocniło ono jedność wśród ewangelicznych chrześcijan,
(iii) wzmocniło naszą wiarygodność przed światem/Polską,
(iv) dało wielu osobom nadzieję i zachętę, by czynić rzeczy odważne,
pomimo tego, że
(v) relacje współpracy z KRK w tym Festiwalu zostały źle określone."
(źródło: http://proteologia.wordpress.com/2014/06/17/kilka-uwag-o-fn/#more-1827)

Ks. M. Wichary zdaje się pozytywnie oceniać Festiwal Nadziei i wskazuje na takie pozytywy jak wysłuchanie Ewangelii przez liczne grono odbiorców, pojednanie chrześcijan, zachętę do czynienia rzeczy odważnych. Są to skutki zorganizowania Festiwalu. Wśród negatywnych aspektów wymienia jednak tylko jeden, mianowicie źle określone relacje współpracy z Kościołem katolickim. Źle określone relacje to jednak nie skutek, ale przyczyna. Wiemy zatem, że relacje zostały źle określone, ale nie wiemy, jakie negatywne skutki to przyniosło.

Jednakże chwilę dalej czytamy w artykule ks. Wicharego:

"Podkreślam: to był TRUDNY wybór. Ale TYM BARDZIEJ nie powinniśmy siebie oskarżać, potępiać i szkalować tylko dlatego, że – ostatecznie, bo wiem, że dla wielu decyzja wcale nie była oczywista – wybraliśmy tak, a nie inaczej. I czasami różnie."

A jednak dowiadujemy się, że skutkiem źle określonej relacji z Kościołem katolickim są wzajemne oskarżenia, potępienia oraz szkalowanie oraz niejednomyślne decyzje i opinie w łonie kościołów ewangelicznych. Skoro więc skutkiem Festiwalu Nadziei są, jak się rzekło, wzajemne oskarżenia, potępianie się i szkalowanie oraz brak jednomyślności, to co prezbiter Wichary ma na myśli pisząc, że pozytywną stroną zorganizowania Festiwalu było wzmocnienie jedności wśród ewangelicznych chrześcijan. Domniemuję bowiem, że owo oskarżanie, szkalowanie i potępianie oraz brak jednomyślności musiało przybrać takie rozmiary, że przewodniczący Rady Kościoła musiał zająć stanowisko na łamach oficjalnego miesięcznika KCHB, aby uspokoić nastroje.

Po pół roku od Festiwalu chciałoby się zapytać, o ile wzrosła liczebność zborów Kościoła Chrześcijan Baptystów. Z tego, co wiem, od lat utrzymuje się ona na tym samym poziomie i uczestnictwo w Festiwalu Nadziei sytuacji tej nie zmieniło. Jeśli więc owocem uczestnictwa w Festiwalu Nadziei są nie tylko pokutujące dusze, lecz również oskarżenia, potępienia i niejednomyślność, wówczas dziwi tak miażdżąca przewaga pozytywów nad negatywami na cytowanej wcześniej liście prezb. Wicharego.

Piszę to nie po to, aby wytknąć błędy, zmiażdżyć argumentami, pokazać że ja jestem mądry, a inni są głupi. Piszę to przede wszystkim po to, aby z jednej strony przypomnieć braciom i siostrom fundamentalne i biblijne zasady prowadzenia ewangelizacji i dialogu międzywyznaniowego, następnie by zwrócić uwagę, że odstępstwo od Bożych zasad w mniejszym lub większym stopniu spowoduje negatywne skutki, ale przede wszystkim po to, aby, gdy już mleko się rozleje, załatwić sprawę szybko i po Bożemu: przeprosić, wycofać się, wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Wielu braci, którzy do dzisiaj odczuwają niesmak z powodu festiwalu fałszywej jedności i światowej rozrywki, sugerują, by prezb. Wichary, który poprowadził związek wyznaniowy, któremu przewodniczy, na manowce myśli teologicznej i pobożności w zakresie źle pojętego dialogu ekumenicznego, uderzył się szczerze w pierś i właśnie przeprosił za to, że w swej niedługiej karierze wsławił się nie do końca przemyślanymi i kontrowersyjnymi decyzjami oraz wypowiedziami. Wszyscy jesteśmy ułomni i omylni, i to żaden wstyd przyznać się do błędu i przeprosić, bez brnięcia w logiczne sprzeczności i podtrzymywanie twierdzeń, któryś utrzymać się nie da. To jednak pozostawiam pod rozwagę samego prezbitera.

Jeśli chodzi o przyszłość, to przestrzegam braci przez pochopnym huraoptymizmem w obliczu imprez organizowanych z rozmachem. Posługując się językiem ministra sprawiedliwości, winniśmy, nie tylko jako Polacy, ale jako chrześcijanie, wyleczyć się z owej "murzyńskości", o której wspomina minister Sikorski, a które nakazuje nam przyjmować za dobrą monetę wszystko, co przychodzi do nas zza oceanu. Bowiem nie każdy kaznodzieja mówiący po angielsku stanie się błogosławieństwem dla naszego wymizerniałego polskiego Kościoła i nie każda impreza, do której zaprzęgnięto setki wolontariuszy, odbędzie się na chwałę Pana. Do wszystkiego należy podchodzić roztropnie i wszystko należy rozsądzać według kryteriów Bożych a nie ludzkich.



13:35, sunrise2000 , Komentarze
Link

Ostatnimi czasy dość popularne stały się wykłady wielebnego Marka Gungora, poświęcone sprawom małżeńskim. Tutaj pozwolę sobie zalinkować do zwiastuna jednego z takich wykładów:

https://www.youtube.com/watch?v=z_oasTe39U8&feature=player_embedded

Cała seria nosi tytuł "Przez śmiech do lepszego małżeństwa." Po zapoznaniu się z tematyką, chciałbym poczynić kilka uwag na ten temat:

1. Śmiech i poczucie humoru jest czymś dobrym. Podobnie dystans do samego siebie i znoszenie przeciwności losu z pogodą ducha. Nie wydaje mi się jednak, aby wykład o tematyce chrześcijańskiej, zwłaszcza wygłoszony lub transmitowany w zgromadzeniu, miał być zlepkiem żartów, anegdot i kawałów z elementarnym i zupełnie luźnym odniesieniem do Pisma Świętego. Zbór Boży to nie kabaret, a kaznodzieja głoszący Słowo Boże to nie klaun. Uczy nas o tym np. Apostoł Paweł, gdy pisze, że zgromadzenie chrześcijan powinno odbywać się w godnej i uporządkowanej atmosferze.

2. Już na początku filmu możemy się dowiedzieć od wielebnego Gungora, że "nie trzeba być wierzącym, by mieć wspaniałe małżeństwo." Czyżby wielebny chciał zaprzeczyć słowom Pisma Świętego, które mówi:

"Jeśli Pan domu nie zbuduje, próżno trudzą się ci, którzy go budują." (Psalm 127)

Pomoc i troska Boga o dom i rodzinę ma fundamentalne znaczenie, jeśli idzie o sprawy małżeństwa oraz wychowania dzieci. W obliczu powszechnej demoralizacji i piętrzących się trudności w zakresie życia rodzinnego, trudno sobie wyobrazić szczęśliwy dom bez zdrowego fundamentu jakim bez wątpienia jest Pan Jezus Chrystus.

3. Oczywiście wykłady są na sprzedaż... W chwili obecnej kosztują 86 złotych. Co do zasady unikam sług Bożych, którzy wiedzę, jak przybliżyć się do Boga lub polepszyć swoje życie poprzez przestrzeganie Jego przykazań, próbują sprzedać.

Osoby, które chciałyby oprzeć swoje małżeństwo nie na kabaretowych skeczach, lecz na nieomylnym Słowie Bożym, zachęcam do przeczytania broszury "Praktyczne porady na temat małżeństwa, rodziny i samotności":
http://www.biblijna.org/pdf/ksiazka1.pdf

... oczywiście za darmo.

01:30, sunrise2000 , Opracowania
Link
piątek, 31 października 2014

W kontekście katolickiego święta Wszystkich Świętych na portalu Naszego Dziennika ukazał się artykuł nawołujący do gorliwej modlitwy za dusze przebywające w czyśćcu i tam cierpiące męki:

http://naszdziennik.pl/mysl/106239,dusze-czysccowe-wolaja-o-pomoc.html

Warto więc zastanowić się, czy nawoływania katolickich duchownych do wytężonej modlitwy oraz do wykupywania tzw. mszy świętych w intencji osób przebywających w czyśćcu w celu skrócenia czasu ich cierpień, są słuszne i zgodne z Pismem Świętym.

Poza barwnymi opisami cierpień, ognia i rozpaczy dusz przebywających w czyśćcu możemy znaleźć na łamach Naszego Dziennika takie między innymi stwierdzenia:

"Przez cierpliwe znoszenie cierpień można więcej dusz uratować niż przez samą modlitwę. Nie zawsze dopatrujmy się w cierpieniu kary, bo może być ona pokutą i to nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych. Pan Jezus był najniewinniejszy, a przecież cierpiał bardzo, przyjąwszy to dobrowolnie jako pokutę za nasze grzechy. Powinniśmy także i my ofiarować nasze cierpienia dla ratowania grzeszników„."

I w tych słowach została zawarta myśl, która szczególnie godzi w zdrową naukę Pisma Świętego. Nauka o czyśćcu jest bowiem niebezpieczną herezją nie tylko dlatego, że dodaje do nauczana Chrystusa jakieś dodatkowe tezy. Główne niebezpieczeństwo tej herezji polega na podważeniu dotychczasowej nauki chrześcijańskiej. - zastąpienia Ewangelii pseudo-ewangelią, wyrugowania z przesłania Chrystusa jądra, treści i fundamentu Dobrej Nowiny, którą jest prawda o bezpłatnym usprawiedliwieniu grzeszników i o wystarczalności ofiary i cierpienia Pana Jezusa. Przekonanie to, że w żaden sposób nie musimy i wręcz nie możemy uzupełnić dzieła Pana Jezusa, jest wielokrotnie powtarzane na kartach Biblii.

Spójrzmy dla przykładu choćby na te fragmenty:

(8) Przez łaskę bowiem jesteście zbawieni mocą wiary. Nie pochodzi to z waszej zasługi, lecz z daru Bożego.  (Efezjan 2, 8)

Widzimy zatem, że ani nasze własne uczynki, ani starania innych ludzi nie mogą nas zbawić. Zbawienie nie pochodzi "z naszej zasługi", lecz jest darem Bożym. Kiedy Bóg daruje komuś zbawienie, obdarowany może ten dar przyjąć lub odrzucić, lecz nie może w żaden sposób za niego zapłacić, gdyż próba wręczenia jakiejś korzyści w zamiar za dar zbawienia, byłaby czymś obrażającym Boga. Nawet w stosunkach międzyludzkich wyczuwamy, że jeśli jeden człowiek daruje drugiemu prezent nadzwyczajnej wartości, to próba zapłacenia za ten podarek marnej jakości przedmiotem zostałaby odczytana jako obraza.

Jakże cenny jest Boży dar zbawienia! Jaką walutą mielibyśmy zapłacić za krew Chrystusa, którą on dobrowolnie przelał na krzyżu za nas? Co pomyśli o nas Bóg, jeśli my do męczeńskiej śmierci Pana Jezusa próbować będziemy dodać nasze problemy i zmartwienia, nasączone grzechem i niegodziwością.

(27) Nie potrzebuje on codziennie, jak arcykapłani, składać ofiar najpierw za własne grzechy, a potem za grzechy narodu; uczynił to bowiem raz na zawsze, złożywszy siebie samego w ofierze. (Hebrajczyków 7, 27)

Chrystus, jak wynika z powyższego fragmentu, cierpiał raz na zawsze. Jego cierpienie jako Boga i niewinnego człowieka zarazem ma tak kolosalne znaczenie dla ludzkości, że świętokradztwem byłoby pomyślenie, że moglibyśmy coś do Jego dzieła dołożyć. Jego cierpienie było jednorazowe i wystarczające w zupełności, aby zaspokoić Boże pragnienie sprawiedliwości. Nic do tej ofiary dodać nie możemy, gdyż jest ona doskonała.

Nauka o czyśćcu nie jest drobnym przeinaczeniem faktów czy też niewielkim błędem na obrzeżach chrześcijańskiej refleksji teologicznej. Nauka ta jest absolutnym zaprzeczeniem chrześcijaństwa i odejściem od fundamentalnego przesłanie Pisma Świętego. Nauka o czyśćcu i chrześcijaństwo wykluczają się wzajemnie w całej rozciągłości: czyściec i znaczenie ofiary Chrystusa to dwa różne światy, które nigdy nie będą mogły egzystować w tym samym religijnym uniwersum.

20:31, sunrise2000 , Komentarze
Link
niedziela, 08 czerwca 2014

Niedawno zakończyła się konferencja biblijna w Mińsku Mazowieckim na temat Ducha
Świętego i Jego działania w Kościele oraz życiu osobistym chrześcijan. Mówcą konferencji był Jonathan Miller. Filmiki ze wszystkimi wykładami zostały opublikowane na stronie:

 http://www.biblijna.org/konferencja


Zachęcamy do obejrzenia!

21:39, sunrise2000 , Video
Link
piątek, 25 kwietnia 2014

Na stronie http://www.naszelementarz.men.gov.pl/elementarz/naszelementarz.pdf jest do pobrania "Nasz elementarz" - bezpłatny podręcznik dla klas pierwszych, który minister edukacji zafunduje dzieciom za nasze pieniądze. Autor tego skleconego naprędce paźdzerza zainkasował kilkaset tysięcy złotych wynagrodzenia! A oto uwagi po przejrzeniu kilku pierwszych stron:

1. W lekcji, na której dzieci uczą się znaków drogowych, jest np. znak "niebezpieczny zakręt w lewo". Po co dziecku znajomość tego znaku? Czyżby jadąc na hulajnodze do szkoły mogłoby wypaść z drogi i odbić się od barierki? Nie ma niestety znaków takich jak "przejazd kolejowy", którego zrozumienie istotnie by się przydało.

2. W pierwszych lekcjach dzieci poznają literki "A" oraz "L". Jakie słowa będą ilustracją dla nowopoznanych literek? "Ala"? A może "La-la"? Nic bardziej mylnego! Słowa, które zilustrują poznane literki to "okulary" i "Krokodyl"!

3. Po poznaniu kolejnej literki, czyli "O" mamy czytankę dla dzieci o następującej treści: "Za oknem osy, listki i motyle.
Jak kolorowo! Kolory lata i jesieni." To nic, że dzieci nie znają jeszcze literek "z, k, n, m, e, s, y"!

4. I jeszcze jedna ciekawostka. Otóż dzisiaj Ala już nie ma kota. Teraz "To Tola. Tola ma tablet."

5.Piękne ilustracje wykonane akwarelą, które dorośli znają ze swoich elementarzy, zostały zastąpione przez plastykowe grafiki komputerowe.

6. Czy wiecie, jaki dźwięk wydają cymbałki i trójkąt? Dzyń, dzyń? Nieeee. Po przeczytaniu elementarza każdy dowie się, że cymbałki "robią" "ti, ti, ta, ta".

Po przeczytaniu tego podręcznika nie jestem wstanie powiedzieć, jaki jest jego cel. Nauka czytania? Chyba nie, ponieważ w podręczniku nie ma ćwiczeń polegających na utrwalaniu poznanych literek: Ala, lala, mama itp. W zamian zasypuje się dziecko onieśmielone nowym środowiskiem potokiem nowych znaków, których jeszcze nie rozumie. Dziecko będzie się czuło zastraszone nowym elementarzem. Z pomyśli sobie, że jest za głupie do szkoły, skoro nie potrafi odczytać napisanych słów.

Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. Kompletny chaos za kilka milionów złotych wyciągniętych z naszych kieszeni. Dlaczego nie można było użyć starego dobrego elementarza, na których wychowały się miliony? Był ładny, rozwijał poczucie estetyki, był poprawny metodycznie. No tak, ale wówczas nikt nie mógłby zarobić tych paru "baniek".

-------

A tu ciekawy artykuł na temat znanego wszystkim Polakom Elementarza Falskiego:

 

W czym tkwi fenomen Elementarza Falskiego (część I)
Autor: Anna Jurek (Podyplomowe Centrum Kształcenia Ustawicznego Szkół Wyższych w Opolu)

Sto lat temu w roku 1910 została wydana w Krakowie pierwsza wersja elementarza Mariana Falskiego pt. Nauka czytania i pisania. Ukazanie się tego podręcznika było wydarzeniem o historycznym znaczeniu w literaturze polskiej i światowej. Na międzynarodowej wystawie podręczników dla dzieci w Brukseli podręcznik Falskiego został uznany za jeden z najlepszych na świecie.

Autor Elementarza podkreślał, że bardzo ważne znaczenie ma odpowiedni moment rozpoczynania nauki czytania. Mając na uwadze harmonijny rozwój psychoruchowy dziecka[1], przestrzegał, by nie rozpoczynać nauki czytania zbyt wcześnie, czyli „przed wejściem w okres drugiego ząbkowania, gdyż niektóre dzieci wkrótce po rozpoczęciu nauki czytania zaczynają zacinać się, jąkać, bełkotać – nie tylko przy czytaniu, lecz i przy mówieniu w ogóle, następuje też jednocześnie powstrzymanie postępów dziecka w opanowywaniu mowy swobodnej” (Falski 1921: 386).

Falski był przekonany, że dla rozwinięcia choćby najskromniejszej koncepcji nie wystarczą badania eksperymentalne i praktyka szkolna. Uważał, że niezbędna jest również wiedza z zakresu językoznawstwa, psychologii oraz poznanie dziejów dydaktyki czytania i pisania w różnych krajach, dlatego też nieustannie zgłębiał tajniki tych dziedzin i stale pracował nad udoskonalaniem swojego podręcznika, by jak najlepiej spełniał on swoje zadanie[2].

W pierwszej wersji elementarza na kilkunastu początkowych stronach M. Falski zastosował metodę całościowego rozpoznawania wyrazów, ale po przeprowadzeniu w latach 1910-1920 własnych badań laboratoryjnych nad procesem czytania i pisania, doszedł do wniosku, że metoda ta miała niewielkie wartości kształcące, i już w kolejnym wydaniu podręcznika pt. Elementarz powiastkowy dla dzieci (1921) całkowicie wyeliminował wstępny etap ćwiczeń na rozpoznawanie wyrazów jako całości. Był też zdecydowanym przeciwnikiem metody sylabowej w nauce czytania i pisania.

W nowym podręczniku już od pierwszych stron zastosował metodę analizy i syntezy wyrazów, która miała być drogą do automatyzacji czytania i pisania. W wydanym później przewodniku metodycznym autor pisał, że w Elementarzu nacisk jest położony na kształcenie od pierwszej chwili płynnego, swobodnego czytania. W tym celu zostały dobrane teksty sensowne, językowo łatwe, złożone z wyrazów krótkich i znanych dzieciom, dość często – zwłaszcza na początku – powtarzanych, by prowadzić uczniów do coraz większej wprawy i biegłości (Falski 1966: 169-170).

Najważniejsze zasady, jakimi Falski kierował się w opracowaniu podręcznika do nauki czytania dla dzieci, były następujące:

    rozpoczynanie nauki powinno być prowadzone od wyrazów i prostych zdań, a nie od litery,
    poznawanie liter i głosek powinno być produktem analizy wyrazów,
    tekst do czytania powinien składać się ze znanych dziecku słów,
    wyrazy powinny być przeważnie jednosylabowe,
    nauczanie należy zaczynać od tekstu pisanego, a nie drukowanego,
    przy nauczaniu czytania trzeba posługiwać się rysunkiem (Wroczyński 1988: 59).

W kolejnych wydaniach Elementarza autor wprowadził druk, pozostawiając nadal wzory pisane, by nie zaniedbać umiejętności pisania, wymagającego dłuższego czasu i większego trudu[3]. Chcąc uniknąć rozbieżności, polegającej na przyspieszaniu zdobycia umiejętności czytania kosztem opanowania umiejętności pisania, wprowadził w podręczniku wydanym w roku 1975 „bardziej wzajemnie powiązane nauczanie czytania i pisania przy jednoczesnym poznawaniu zarówno małych i wielkich znaków drukowanych, jak i małych i wielkich pisanych” (Falski 1977: 14). Zastosował przy tym szereg środków dla zapobieżenia trudnościom, jakie mogło powodować wprowadzenie kilku typów znaków. Dodał też specjalne ćwiczenia na czytanie druku do części I Elementarza, i na pisanie i czytanie wzorów pisanych do części I i II, by umożliwić utrzymanie równoległego postępu w czytaniu i pisaniu (Falski 1977: 14)[4].

Słuszność wprowadzonych w Elementarzu zasad potwierdzały studia porównawcze nad podręcznikiem (Wroczyński 1988: 59).

Falski podkreślał znaczenie kształcenia językowego w powiązaniu z ortografią: „Dzieci powinny wiedzieć, że nieraz pisze się inaczej, a wymawia inaczej i że tę, niewielką zresztą, różnicę należy utrzymać, tzn. mówić tak jak się mówi, a pisać tak jak się pisze”[5] (Falski 1977: 40).

Celowym i starannie przemyślanym zabiegiem było unikanie w podręczniku „wszelkiej opisowości na rzecz interesujących i kształcących ujęć scenicznych, odsłaniających zawsze jakieś zagadnienie lub pointę, aby rozszerzyć horyzonty myślowe i uatrakcyjnić samą czynność czytania” (Falski 1977: 14). Autor zastosował przy tym różnorodne znaki interpunkcyjne, by od samego początku wdrażać dzieci nie tylko do poprawnego czytania, ale i do wypowiadania się z właściwą intonacją.

J. Zborowski podkreślał nie tylko znakomitą formę językową i umiejętny dobór tekstów ujętych w fabułę, której treść była bliska dziecku rozpoczynającemu naukę czytania, ale również niepowtarzalny klimat Elementarza, pisząc o nim w swojej monografii Początkowa nauka czytania: „Już na pierwszych stronicach tego podręcznika potrafił autor z kilku zaledwie znanych dziecku słów wyczarować proste, a przy tym poprawne i odpowiadające słownikowi dziecka zdania i zwroty, a te powiązać w interesujące całości opowiadań” (Zborowski 1959: 81).

J. Walczyna stwierdziła, że Elementarz stanowi szczytowe osiągnięcie w dziedzinie nauczania syntetycznego[6]. Podręcznik ten umożliwiał dzieciom zarówno aktywne poznanie otaczającej rzeczywistości, jak też czynił opanowanie umiejętności mówienia, czytania i pisania procesem interesującym i kształcącym różne strony ich psychiki. Zdaniem autorki, pod względem wymogów psychologiczno-językowych żaden z podręczników nie jest w stanie mu dorównać (Walczyna 1968: 88-89).

Według R. Więckowskiego, oprócz wymienionych wyżej zalet, istotnym walorem Elementarza była metoda nauki czytania i pisania, oparta na podstawach naukowych, nosząca znamiona oryginalności (Więckowski 1998: 152-153).

M. Przetacznik-Gierowska zwracała uwagę na walory wychowawcze i poznawcze podręcznika Falskiego. Według niej, wartości te nie zostały docenione w należyty sposób. Stwierdziła, że Elementarz, służąc przyswajaniu umiejętności posługiwania się językiem pisanym, rozwijał wszechstronnie mowę i myślenie dziecka oraz jego wiedzę o rzeczach, opartą na pojęciach potocznych (Przetacznik-Gierowska 1992: 7).

R. Wroczyński uznał Elementarz za zjawisko wyjątkowe w historii książek szkolnych, pisząc: „to nowatorstwo metodyki elementarnego nauczania czytania i pisania, którą zastosował Falski, całkowite zarzucenie tradycyjnego poznawania liter i składania sylab, oparcie nauczania na poznawaniu i wyróżnianiu w nich elementów wspólnych – liter i dźwięków – zapewniło Elementarzowi tę siłę witalną i moc długiego trwania” (Wroczyński 1988: 260).  

Zdaniem autorów leksykonu Pedagogika, podręcznik ten był najważniejszym polskim elementarzem XX wieku (Milerski, Śliwerski 2000: 60).

Elementarz Falskiego osiągnął rekord najdłużej funkcjonującego elementarza na świecie (Radwiłowiczowa, Morawska 1986: 79).

Elementarz ten uznany przez wielu za najlepszy na świecie podręcznik do nauki czytania odszedł w zapomnienie, a szkoda!

 

09:09, sunrise2000 , Społeczeństwo
Link
wtorek, 15 kwietnia 2014

Zostało już opublikowane sprawozdanie finansowe i merytoryczne za rok 2013:

http://www.biblijna.org/onas.php

(u dołu strony).

Miło nam powiadomić, że Fundacji Szkoła Biblijna "Hosanna", prowadzącej:

- strony internetowe Protestanci.org i Biblijna.org

- wydawnictwo Szkoła Biblijna "Hosanna" wydające bezpłatną literaturę biblijną

- Szkołę Biblijną Hosanna, która organizuje bezpłatne kursy korespondencyjne

udało się dzięki wam zgromadzić nieco więcej środków niż w roku 2012. Dziękujemy.

 

02:30, sunrise2000 , Ogłoszenia
Link
poniedziałek, 24 marca 2014

Już jakiś czas temu rozpoczęliśmy pracę nad publikacją wykładów w języku rosyjskim w formacie mp3. Stworzyliśmy w tym celu osobną stronę. W zeszłym tygodniu prace jednak ruszyły na dobre, "z kopyta":

www.biblijna.org/ru

Wykłady te pozyskaliśmy od braci z Rosji. Jest to zapis wielu godzin kazań i rozważań biblijnych nagranych przez czołowych nauczycieli jeszcze w czasach ZSRR.

Jeśli znacie język rosyjski, gorąco polecam. 

 

 

 

Tagi: mp3
21:49, sunrise2000 , Ogłoszenia
Link
poniedziałek, 17 marca 2014

Tego lata (2014 r.) w Warszawie zorganizowany zostanie Festiwal Nadziei. Organizatorami tego wydarzenia są przedstawiciele różnych związków wyznaniowych, między innymi Kościoła Chrześcijan Baptystów, katolicy, luteranie, zielonoświątkowcy. Znajdą się więc tam ludzie wyznający bardzo różną wiarę.

Z uwagi na przewidywany rozmach całego przedsięwzięcia, należy zadać pytanie: jaki stosunek do tego wydarzenia powinien mieć ewangelicznie wierzący chrześcijanin? Zaakceptować go i wziąć w nim udział, pozostać obojętnym, czy też jednoznacznie odrzucić?

Spójrzmy, co na temat współpracy z ludźmi, którzy jawnie popierają błędne wierzenia, mówi Biblia:

"Napisałem wam w liście, abyście nie przestawali z wszetecznikami; ale nie miałem na myśli wszeteczników tego świata albo chciwców czy grabieżców, czy bałwochwalców, bo inaczej musielibyście wyjść z tego świata. Lecz teraz napisałem wam, abyście nie przestawali z tym, który się mieni bratem, a jest (...) bałwochwalcą, (...) żebyście z takim nawet nie jadali. Bo czy to moja rzecz sądzić tych, którzy są poza zborem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, którzy są w zborze? Tych tedy, którzy są poza nami, Bóg sądzić będzie. Usuńcie tego, który jest zły, spośród siebie" [I Kor. 9:13]

"Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący" [II Kor. 6:14-18]

"Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą, obawiam się jednak, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi. Bo gdy przychodzi ktoś i zwiastuje innego Jezusa, którego myśmy nie zwiastowali, lub gdy przyjmujecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, lub inną ewangelię, której nie przyjęliście, znosicie to z łatwością" [II Kor. 11:2-4]

Ruch jednoczący wszystkich ludzi przyznających się do chrześcijaństwa bez względu na wyznawaną przez nich wiarę nazywamy ekumenizmem. Słowo ekumenizm pochodzi od greckiego słowa "oikumene", co znaczy po prostu "cały zamieszkały świat". Słowo to zostało użyte między innymi w Apokalipsie, w bardzo niepokojącym kontekście:

"I zrzucony został ogromny smok, wąż starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat [OIKUMENE]; zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie" [Obj. 12:9]

"I widziałem trzy duchy nieczyste jakby żaby wychodzące z paszczy smoka i z paszczy zwierzęcia, i z ust fałszywego proroka; a są to czyniące cuda duchy demonów, które idą do królów całego świata [OIKUMENE], aby ich zgromadzić na wojnę w ów wielki dzień Boga Wszechmogącego" [Obj. 16:14]

Każdy zwolennik idei ekumenizmu, a więc widzialnej jedności między ludźmi, która to jedność nie jest oparta na Prawdzie Słowa Bożego, winien wziąć powyższe pod uwagę.

Reasumując, przestrzegam braci i siostry w wierze przed udziałem w owym "Festiwalu Nadziei w Warszawie". Nie przystoi bowiem dziecku Bożemu stać ramię w ramię w ludźmi, którzy akceptują a czasem wręcz popierają herezje godne potępienie, począwszy od akceptacji układów homoseksualnych, przez tzw. "wyświęcanie kobiet na kapłanów", skończywszy na czczeniu czarnej madonny. W zamian, aby budować siebie i swoją wiarę, polecam codzienną lekturę Słowa Bożego i uczestnictwo w zgromadzeniach chrześcijan, gdzie głoszone jest niesfałszowane Słowo Boże.

Tagi: ekumenizm
00:26, sunrise2000 , Komentarze
Link
środa, 15 stycznia 2014

Z uwagi na to, że postawione w tytule stało się popularne na fali zainteresowania się nim w mediach, postanowiliśmy przedstawić krótką analizę tego nowego/starego zjawiska.

1. Co to jest gender?

Chociaż słowo gender jest obecne w przestrzeni publicznej od niedawna, to jednak ideologia nie jest nowa. Próby jej promocji przez środowiska komunistyczne są podejmowane od stu lat. Za każdym razem, gdy społeczeństwo zaczyna reagować niechętnie, nazwa ideologii jest zmieniana. Do niedawna mieliśmy feministki, ale z powodu niewielkiego zainteresowania kobiet, przefarbowały się one na genderystki.

Gender to ideologia, która głosi, że przede wszystkim to, że płeć człowieka nie ma wpływu na jego zachowania społeczne, emocje i psychologię, gdyż te ostatnie są uwarunkowane wyłącznie wychowaniem. Poza tym zwolennicy teorii gender twierdzą, że jest rzeczą szkodliwą, aby dzieci były przyzwyczajane od najmłodszych lat do pełnienia określonych ról społecznych. Dlatego postulują, aby wychowanie dziecka było "bezpłciowe" tak, aby role społeczne dzieci wybierały same bez presji społeczeństwa.

2. Wychowywanie cudzych dzieci.

I tutaj należy sobie zadać pytanie, czy ideologia gender komukolwiek zagraża? Ideologia gender jest groźna z kilku powodów. Do omówienia tych zagrożeń za chwilę dojdziemy. Jednak główne niebezpieczeństwo polega na tym, iż dożyliśmy czasów, gdzie jedni ludzie (w tym przypadku feministki) doszli do wniosku, że mają prawo wychowywać cudze dzieci.

Dopóki bowiem gender był fanaberią wojujących feministek - nie było problemu. A niechże feministki wychowują swoje dzieci na kogo chcą: homo, trans, bi, multi-kulti itd. A niech ubierają swoich synów w różowe sunkieneczki! Dopóki robią to we własnym gronie, nikt im tego nie zabrania.

Problem pojawia się wtedy, kiedy takie "autorytety" jak np. Pani Gretkowska, która ogłosiła, że "wyskrobie sobie płód w wigilię", wyciągają swoje łapska, aby wychowywać dzieci cudze. Na to zgody nigdy nie było i być nie może. Rodzice nie mogą pod żadnym pozorem zrzec się prawa do przekazywania swoim dzieciom wartości na rzecz ... i tu jest obojętne, czy będą to feministki, czy działacze gejowscy, czy ku klux klan. PRAWO do wychowywania własnych dzieci jest podstawowych prawem człowieka, niezbywalnym, a jego naruszenie jest charakterystyczne dla państw totalitarnych.

3. Czy gender jest szkodliwe.

Oczywiście fasada ideologii gender wygląda niewinnie. Któż nie pragnie równouprawnienia? Ale czujny obserwator życia społecznego nie może ograniczać się tylko do fasady. Aby wydać opinię o jakimś zjawisku, należy przyjrzeć się głębi, a przede wszystkim skutkom wdrożenia tejże ideologii. Wszak komunizm też niósł na sztandarach szlachetne postulaty, jednak w procesie ich realizacji stał się przyczyną mordu 100 milionów ludzi na całym świecie.

Do czego prowadzi ideologia oparta na założeniach marksizmu kulturowego można zaobserwować w krajach Europy zachodniej, gdzie jest ona wdrażana przez dziesięciolecia. Tutaj znajduje się znany program telewizyjny, pt. "Postęp po Szwedzku", który pokazuje, jakim przemianom kulturowym zostało poddane społeczeństwo Szwecji:

http://www.youtube.com/watch?v=Cy5LUj0ddAo

Nic dziwnego, że za wyedukowaną seksualnie Niemką czy Szwedką, które miały wielu partnerów seksualnych, nie idą żadne dzieci, podczas gdy za "niewyedukowanymi" muzułmankami, kultywującymi wartości rodzinne, idzie gromadka. Wrzaskliwe feministki mogą zakrzyczeć głos zdrowego rozsądku, ale z pewnością nie zakrzyczą demografii.

Ideologia gender to nie postęp, ale postępactwo. Z walką o równouprawnienie kobiet i mężczyzn nie ma nic wspólnego. Jego prawdziwe cele są następujące:

- odebrania rodzicom prawa do wychowywania swoich własnych dzieci tak, aby rola rodziców biologicznych ograniczała się wyłącznie do obowiązku alimentacyjnego. Funkcję wychowawczą ma przejąć państwo kontrolowane przez lewicowych ideologów.

- nakłonienie młodzieży do nienormalnych zachowań seksualnych poprzez prezentowanie zboczeń jako pełnoprawnej alternatywy małżeństwa.

- poluzowanie więzów rodzinnych, rozwój krótkotrwałych związków konkubenckich kosztem małżeństwa. Spowodowanie, aby małżeństwo i rodzicielstwo było niemodne, zaś preferowane mają być związki krótkotrwałe.

- zastąpienie rodziny nowym modelem krótkotrwałych układów, które z natury rzeczy nie są dobrym środowiskiem dla małoletnich dzieci. Dzieci żyjące w poczuciu braku stabilizacji, bez wsparcia ojca i matki, staną się chwiejne i rozbite emocjonalnie, a tym samym podatne na wszelkie patologie.

- jak najwcześniejsza inicjacja seksualna dzieci i młodzieży. Zachęta do częstego zmieniania partnerów seksualnych.

- zaburzenie tożsamości płciowej, zwłaszcza wśród chłopców. Wytworzenie modelu mężczyzny metroseksualnego, niezdolnego do pełnienia tradycyjnej roli głowy rodziny czy obrońcy państwa. Mężczyzna wg nowego porządku stać się ma rozmemłanym i rozciapciannym trans-przygłupem, którego typowy dzień będzie składał się z płakania na ramieniu silnej partnerki/partnera oraz wizyt u psychoanalityków.

Ostatecznym celem ideologii gender jest zniszczenie rodziny jako ostatniej przeszkody w wychowaniu nowego człowieka - człowieka sowieckiego: pokornego, sterowalnego, wiernego wykonawcy woli przywódców. Celów tych nie udało się osiągnąć w poprzednim stuleciu z uwagi na silny opór rodziny i Kościoła katolickiego w Polsce. Dlatego ideolodzy marksistowscy bogatsi o te doświadczenia, zaczynają na nowo swoją walkę od wywleczenia dzieci z domów pod przymusem i urabianie ich według własnego pomysłu bez nadzoru rodziców.

4. Co robić?

Wydaje mi się, że w chwili obecnej czynnikiem decydującym o dalszych losach ideologii gender w Polsce będą media oraz stopień zorganizowania społeczeństwa. Aby skutecznie walczyć z nowym przejawem komuny społeczeństwo Polskie musi być wyposażone w dwie rzeczy: media (chociaż by blogi, gazety lokalne, portale internetowe w dużych ilościach) oraz w instytucje życia społecznego i kulturalnego, które staną się przeciwwagą dla destrukcyjnego antywychowania w szkołach.

16:06, sunrise2000 , publicystyka
Link
środa, 11 grudnia 2013

Polecam wywiad z prof. Lew-Starowiczem, seksuologiem, który krytykuje pomysł wprowadzenia tzw. zajęć równościowych do przedszkoli. Jak widać, nawet świeccy naukowcy widzą w tej ideologii zagrożenie:

"Gender ma interesującą koncepcję, jak kształtuje się płeć w warunkach kulturowych, ale zgubne i śmieszne są wszelkie przechyły. Skrajności w stylu, że wychowujemy dzieci w ogóle bez jakichkolwiek wzorców płci, apłciowo. I zakładamy, że mają płeć wybrać sobie potem, zadecydować w późniejszym wieku. Albo właśnie eksperyment w jakimś przedszkolu, że dziecko przyszło do domu z rewelacją, że tata może chodzić w sukience. To, niestety, już kabaret" - twierdzi Lew-Starowicz.

Jego zdaniem, to może zaburzyć rozwój psychoseksualny dzieci: "Świadomość odmienności płci pojawia się u dziecka między 2. a 3. rokiem życia. W wieku 3-4 lat pojawia się świadomość ról płciowych. To dzieci odgrywają już w swoich zabawach, np. dobierając odpowiednie dla płci zabawki. Przedszkolak już wie, że są różnice między chłopcem a dziewczynką. Jeśli chłopiec miał założoną sukienkę, to może się to odbić niekorzystnie na jego psychice. Mógł przecież zostać wyśmiany przez inne dzieci, czyli ośmieszony wśród rówieśników i przez to przeżyć uraz. Powie to w domu, rodzice przeżyją szok. Zaburzy to jego tożsamość, bo będzie tkwiło w jego pamięci".

Pytany, czy za­ję­cia gender są dla dzie­ci nie­bez­piecz­ne, Lew-Starowicz odpowiada: "Takie małe dzie­ci nie zro­zu­mie­ją in­ten­cji tego typu zajęć. Takie eks­pe­ry­men­ty nie po­do­ba­ją mi się i nie można ich trak­to­wać po­waż­nie. Nie można me­blo­wać dziec­ku w gło­wie w tak ab­sur­dal­ny spo­sób! Chyba że znaj­dą się ro­dzi­ce chęt­ni do eks­pe­ry­men­to­wa­nia z wła­sny­mi dzieć­mi".

Czytaj więcej na  http://fakty.interia.pl/prasa/news-lew-starowicz-sekslekcje-krzywdza-dzieci,nId,1072414?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=msie

niedziela, 01 grudnia 2013

Właśnie zostało opublikowane zapowiadane wydanie Apokalipsy danej Janowi z komentarzem:

http://www.protestanci.org/licznik.php?id=7

Apokalipsa św. Jana jest uznawana za najtrudniejszą w odbiorze księgę Nowego Testamentu. Wynika to stąd, że jest ona przepełniona symbolami i obrazami apokaliptycznymi. Jej zrozumienie wymaga zatem od czytelnika wysiłku. Mam nadzieję, że nowe wydanie, które dziś oddajemy w wasze ręce, pomoże zgłębić wam tajniki tej wspaniałej księgi.

Spodziewamy się, że otrzymamy nakład z drukarni w połowie grudnia. Jednak zamówienia na Apokalipsę z komentarzem w formie papierowej można składać już dzisiaj, pisząc swój adres pocztowy na maila: hosanna@protestanci.org

Książka jak zwykle jest za darmo!

22:43, sunrise2000 , Ogłoszenia
Link
środa, 13 listopada 2013

Otrzymaliśmy pytanie:

Jak to jest z dziećmi? Przecież niemowlęta i dzieci są nieświadome, nie rozumieją. Co z ich zbawieniem? Jeśli chrzest nie jest wystarczający do zbawienia, to co się z nimi będzie działo po śmierci?

Jeśli chodzi o dzieci, to jesteśmy co do ich losu po śmierci dobrej myśli.

Dzieci, jak każdy człowiek są grzeszne. Nawet jeśli zmarły w stanie nieświadomości, np. w okresie życia prenatalnego, obciąża ich grzech pierworodny, dziedziczą też grzeszną naturę, która skłania ich do złego. Pogląd ten wynika z jasnych stwierdzeń Pisma Świętego:

(23) gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, (Rzymian 3, 23)

Powyższy wers podaje jednak Boży sposób rozwiązania problemu ludzkiej grzeszności:

(24) i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, (Rzymian 3, 24)

Jeśli więc dzieci są zbawiane, to są zbawiane dzięki zbawczemu dziełu Pana Jezusa.

I faktycznie, jesteśmy przekonani, że są zbawiane. Myśl ta nie została wyrażona wprost, ale dostrzegamy w Piśmie liczne poszlaki:

(18) A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. (Rzymian 5, 18)

(16) Jezus zaś przywołał je i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do takich należy Królestwo Boże. (Łukasza 18, 16)

Pismo mówi też, że w niebie przed Bożym tronem będą ludzie z każdego plemienia i każdego narodu. Ponieważ Ewangelia nie dotarła do każdego narodu, uważa się, że ci zbawieni mogą rekrutować się ze zmarłych dzieci.


09:09, sunrise2000 , Pytania
Link
poniedziałek, 04 listopada 2013

Mam pytanie: Co oznacza dokładnie dar wiary (1 List do Koryntian 12, 9)? I jakie ma zastosowanie w życiu człowieka? Jeżeli uwierzyłam, to oznacza to, że posiadam ten dar?

Kiedy Apostoł Paweł pisze o darze wiary, nie ma na myśli o wierze zbawiającej, jaką każdy powinien mieć, aby po śmierci trafić do nieba. Dar wiary to wiara szczególna - wiara taka, o której Pan Jezus powiedział, że jeślibyśmy ją mieli, moglibyśmy słowem góry przenosić!

Dar wiary to wyraz bezgranicznego zaufania do Boga, przekonanie, że Bóg zadziała zawsze, gdy uzna to za słuszne i dobre dla naszego postępu duchowego. Dar wiary to dziecięca ufność, że nie ma dla Boga rzeczy niemożliwych.

Dar wiary jest niezbędny do tego, aby dokonywać cudów, a czasem nawet, aby być ich świadkiem. Pan Jezus często odmawiał cudu "z powodu ich niewiary". Szczególna wiara jest też zabezpieczeniem w troskach i kłopotach, gdyż pozwala na to, aby ufnie patrzeć w przyszłość, nawet wówczas gdy okoliczności nie są zachęcające.

22:15, sunrise2000 , Pytania
Link
niedziela, 13 października 2013

Właśnie zostało opublikowane II wydanie Ewangelii według Mateusza z komentarzem:

http://www.protestanci.org/licznik.php?id=6

W wydaniu II:

- dodano 77 nowych komentarzy. W chwili obecnej jest ich w sumie 267!

- poprawiono błędy dostrzeżone w wydaniu I, zarówno literówki, jak i błędy merytoryczne.

- dokonano drobnych poprawek stylistycznych w tekście Ewangelii, np. "chorych uzdrawiajcie" zmieniono na "uzdrawiajcie chorych", przez co tekst wydaje się jeszcze bardziej współczesny.

- ujednolicono skróty ksiąg biblijnych i dostosowano je do Biblii Tysiąclecia.

Mamy nadzieję, że wydanie II spodoba wam się jeszcze bardziej.

Ewentualne uwagi, dostrzeżone błędy, sugestie co do wydania II należy kierować na hosanna@protestanci.org

 

22:06, sunrise2000 , Książki
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9